Halloween kojarzy nam się z duchami, wampirami i czarownicami. Tymczasem na długo przed pojawieniem się tego święta w Polsce nasi przodkowie mieli własny, całkiem pokaźny zbiór nadprzyrodzonych istot. W rzekach mieszkały utopce, na polach pojawiały się południce, a nocą ludzi nawiedzały zmory.

Co ciekawe, podobne stworzenia występowały w wierzeniach innych narodów. Czy polska strzyga ma więc kuzynkę w Rumunii, a nasz utopiec mógłby zamieszkać w brytyjskim jeziorze? I czy nazwy tych istot można po prostu przetłumaczyć?

Duch duchowi nierówny

Zacznijmy od ducha. W języku angielskim możemy nazwać go ghost, spirit, spectre lub apparition. Choć określenia te bywają używane zamiennie, każde ma nieco inny odcień znaczeniowy. Niemieckie Geist oznacza zarówno ducha, jak i umysł, a francuskie fantôme odpowiada polskiemu duchowi lub zjawie.

Ciekawym przypadkiem jest Poltergeist, którego nazwa pochodzi od niemieckich słów poltern (hałasować) i Geist (duch). Anglicy przejęli tą nazwę niemal bez zmian.

Strzyga, upiór i wampir – jedna rodzina?

Zanim wampiry zaczęły zamieszkiwać gotyckie zamki, w słowiańskich wierzeniach funkcjonowały opowieści o zmarłych powracających z grobu.

Polski upiór miał odbierać żywym siły, a niekiedy również wysysać krew. Strzydze przypisywano natomiast posiadanie dwóch dusz lub dwóch serc. Po śmierci mogła powracać i atakować ludzi. Czy zatem strzygę można przetłumaczyć jako vampire? Niekiedy tak, ale takie uproszczenie pozbawia ją części znaczeń związanych z polskimi wierzeniami.

Demony, które nie dawały spać

Jedną z najbardziej niepokojących postaci polskiego folkloru była zmora. Miała siadać na piersi śpiącego człowieka, powodując ucisk i duszności. Dziś podobne doświadczenia kojarzymy z paraliżem sennym.

W angielskich wierzeniach występowała night hag, a w niemieckich Nachtmahr. Co ciekawe, angielskie słowo nightmare, oznaczające koszmar, wywodzi się od dawnego określenia nocnego demona – mare.

Nieco inną specjalizację miała południca, nawiedzająca ludzi pracujących na polach podczas największego upału. Jej bliskie odpowiedniki znajdziemy w czeskiej polednice i wschodniosłowiańskiej полудница. Angielskie Lady Midday jest natomiast tłumaczeniem słowiańskiej nazwy, a nie postacią wywodzącą się z angielskiego folkloru.

Co czai się pod powierzchnią wody?

Polskie utopce miały wciągać nieostrożnych ludzi pod wodę. Brytyjczycy również znali podobne stworzenia. W północnej Anglii opowiadano o Grindylow, który czyhał na dzieci w stawach i jeziorach. W szkockich wierzeniach występował natomiast kelpie – wodny duch przybierający postać konia i porywający ludzi do wody.

Choć wszystkie te istoty pełniły podobną funkcję, nie były identyczne. Dlatego tłumaczenie utopca jako water demon może być bardziej odpowiednie niż zastępowanie go nazwą konkretnego brytyjskiego stworzenia.

Nie wszystkie duchy były groźne

W polskich domach można było spotkać również przyjazne istoty. Ubożęta opiekowały się gospodarstwem, a w zamian oczekiwały życzliwego traktowania i pozostawianego pożywienia.

Podobną rolę pełniły szkocki brownie i wschodniosłowiański domowoj. Z kolei znany z Warmii i Mazur kłobuk miał przynosić gospodarzowi bogactwo, często zdobywane kosztem sąsiadów.

Czy każdy potwór potrzebuje tłumaczenia?

Tłumaczenie nazw istot fantastycznych i postaci z folkloru to coś więcej niż znalezienie odpowiedniego słowa w słowniku.

Wybór zależy przede wszystkim od rodzaju tekstu i jego odbiorców. W powieści fantastycznej ważne mogą być atmosfera i naturalność języka, w opracowaniu etnograficznym – wierność lokalnej tradycji, a w tekście popularnonaukowym – zrozumiałość dla czytelnika. Zdarza się też, że najlepszym rozwiązaniem jest pozostawienie oryginalnej nazwy. Strzyga, kłobuk czy południca niosą ze sobą znaczenia, których nie sposób zamknąć w jednym obcym słowie. Halloween jest więc dobrą okazją, żeby przypomnieć sobie nie tylko dawne opowieści o duchach i demonach, ale również to, jak wiele historii kryje się w samych słowach.

Pomożemy w tłumaczeniu.Zadzwoń